Jak jest na Harvardzie? 3 tydzień pobytu

To już niemal 3 tydzień mojego pobytu na Harvard Summer School. W związku z tym, śmiało mogę przystąpić do bardziej wnikliwej relacji.

Rzecz, która od razu rzuca się w oczy po przybyciu na Harvard to doskonała organizacja. Podczas tzw. Opening Weekend, w każdym zakątku Cambridge (miejscowość pod Bostonem, gdzie mieści się uniwersytet) stoją ubrani w purpurowe koszulki ludzie, gotowi odpowiedzieć na każde Twoje pytanie. Całe miasteczko jest doskonale oznakowane, przez co procedura odbioru kluczy do domu, zarejestrowania się i odebrania legitymacji nie stanowi żadnego problemu.

Nic dziwnego, że Facebook narodził się w amerykańskim college’u i szczególnie tutaj. Wynika to chyba z faktu, że ogromny nacisk położony jest na integrację studentów, wymianę wrażeń i poznawanie się nawzajem. Na każdym niemal kroku – czy to na stołówce, czy w parku lub między zajęciami – istnieje szansa by usiąść i zapoznać się z kimś nowym.

Mimo całego mitu amerykańskiego indywidualizmu, poczucie przynależności do jakiejś większej grupy stanowi tu istotną część uniwersyteckiego życia. Dlatego każdy dom czy kurs ma swoją grupę na Facebook’u. W obrębie grup trwają dyskusje, na grupach udzielają się również profesorowie i prowadzący zajęcia.

Jeżeli ktoś myśli, że wzorem amerykańskich filmów profesorowie są niezwykle otwarci i pomocni, a sam wykład ma formę dyskusji ze studentami wyrywającymi się do odpowiedzi, to… ma rację. Każdy z wykładowców stara się, by zajęcia nie były nudnym monologiem, ale po części dyskusją prowadzącą do rozwiązania jakiegoś problemu. Dlatego, najczęściej są to przykłady czy problemy z życia codziennego, a nie abstrakcyjne rozważania. O wiele łatwiej słucha się o teorii przewagi komparatywnej na przykładzie imprez i audycji radiowych Hugh Heffnera i Charlie Sheena.

Z tego względu na wykłady trzeba przychodzić przygotowanym, ponieważ aktywność również jest brana pod uwagę przy ocenie końcowej.

W chwili obecnej jesteśmy na półmetku. Przez cały uniwersytet przetacza się fala tzw. midterm exams i mimo ładnej pogody większość studentów zmuszona jest w ten weekend zatopić się w książkach. Co i ja też czynię, w związku z moim poniedziałkowym egzaminem.

PS. Wbrew pozorom zdjęcie nie jest kadrem z filmu o Harrym Potterze, ale tutejszą stołówką uniwersytecką :)

Leave a Reply